Liverpool od pierwszych minut mocno naciska na Manchester City. Genialna akcja Gravenbercha już na początku spotkania mogła doprowadzić do objęcia prowadzenia, jednak w 2. minucie jego strzał został zablokowany. Przewaga Liverpoolu od samego początku jest wyraźnie odczuwalna na boisku. Gospodarze tworzą sobie sytuacje, stosują bardzo wysoki pressing i widać, że chcą jak najszybciej zdobyć bramkę, aby przejąć kontrolę nad spotkaniem.
W 13. minucie Gravenberch po raz kolejny pokazał swoje umiejętności. Po indywidualnym rajdzie ograł dwóch zawodników i genialnie zagrał do Wirtza na prawą stronę boiska. Niemiec wywalczył jednak tylko rzut rożny. Widać, że pomocnik The Reds bardzo dobrze wszedł w to spotkanie, kreuje sytuacje i daje drużynie wiele korzyści. Manchester City do tej pory wygląda natomiast tak, jakby wciąż nie wyszedł z szatni.
W 18. minucie, po stracie The Reds, Cherki ruszył z piłką z własnej połowy w kierunku bramki rywala. Próbował rozegrać akcję na klepkę, ale piłka zwrotna do niego nie dotarła i City wywalczyło jedynie rzut rożny. Poza tą sytuacją goście praktycznie nie istnieli w tym meczu.
Między 18. a 30. minutą spotkanie znacznie się wyrównało. Obie drużyny stworzyły sobie sytuacje bramkowe, jednak żadna nie potrafiła znaleźć sposobu na zdobycie gola. Mecz nieco wyhamował i wszedł w fazę stagnacji, która utrzymała się do końca pierwszej połowy. Do przerwy na tablicy wyników widniał bezbramkowy remis 0:0.
The Reds bardzo dobrze rozpoczęli drugą połowę. Po strzałach Koumasa i Gravenbercha bramkarz Manchesteru City musiał interweniować, a Liverpool był bliski zdobycia bramki już na początku tej części spotkania.
Do 60. minuty zarówno The Reds, jak i Citizens mieli swoje okazje, ale za każdym razem czegoś brakowało do ich skutecznego wykończenia. Po dośrodkowaniu Araujo Koumas znalazł się przed bramkarzem, jednak akcja została przerwana z powodu spalonego. Manchester City z kolei był najbliżej zdobycia bramki właśnie w 60. minucie, kiedy Haaland otrzymał podanie w polu karnym, ale uderzył obok bramki.
W 62. minucie Gravenberch obejrzał drugą żółtą kartkę po faulu na Doku i musiał opuścić boisko. Pomimo bardzo dobrego występu zarówno w pierwszej, jak i w drugiej połowie Holender nie był w stanie uniknąć wykluczenia. Świetnie dryblował, napędzał groźne ataki The Reds i stanowił ważny element zespołu. Sytuacja Liverpoolu mocno się skomplikowała, ponieważ gospodarze musieli kończyć spotkanie w dziesiątkę, choć do tej pory prezentowali się naprawdę dobrze.
Nie minęło wiele czasu, a Manchester City wykorzystał przewagę liczebną. W 65. minucie Haaland umieścił piłkę w siatce, dając swojej drużynie prowadzenie. Po wejściu Doku na boisko lewa strona ataku City, a także gra ofensywna całego zespołu, wyraźnie się poprawiły. Belg stwarzał coraz więcej zagrożenia w polu karnym rywali. Choć piłka po jednym z jego podań szczęśliwie odbiła się pod nogi Haalanda, nie można odmówić mu ogromnego wpływu na przebieg spotkania.
Doku znacząco ożywił grę City, co potwierdził również efektowną bramką. Schodząc z boku do środka, oddał precyzyjny strzał prosto w okienko. To była znakomita zmiana Enzo Mareski! Od 62. minuty, gdy Liverpool wciąż kontrolował spotkanie i dobrze operował piłką, wystarczyły czerwona kartka oraz wejście Doku, by sytuacja na boisku obróciła się o 180 stopni. Od tego momentu to Manchester City przejął inicjatywę i zaczął dyktować warunki gry.
W 78. minucie, po genialnie rozegranej akcji w polu karnym, Cherki znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem i nie zmarnował okazji. Manchester City podkreślił tym samym swoją dominację w końcowej fazie spotkania, podwyższając prowadzenie na 3:0. Wystarczył krótki okres, aby The Reds kompletnie się posypali w każdej formacji i stracili aż trzy bramki.
Dominacja gości utrzymała się do samego końca. Manchester City oddał jeszcze kilka strzałów, podczas gdy Liverpool praktycznie przestał istnieć na boisku. Ostatecznie spotkanie zakończyło się zwycięstwem Manchesteru City 3:0. The Reds przez długi czas prezentowali się bardzo dobrze, ale czerwona kartka Gravenbercha i znakomite wejście Doku całkowicie odmieniły obraz meczu.

